Niedziela przywróconej godności

Pochodzę jeszcze z pokolenia, które chcąc nie chcąc (bardziej to drugie) pobierało w szkole podstawowej i średniej darmowe lekcje języka rosyjskiego. Jakież radosne było odkrycie, że to właśnie Rosjanie jako jedyni zachowali w swoim języku oryginalnie chrześcijańskie znaczenie słowa „niedziela” – na przekór wszelakim smutom i rewolucjom. I na przekór wszelakiemu złu komuny niedziela pozostawała wolna od handlu i większości prac, a potem nawet i sobota. Właściwie wszystkie polskie dni tygodnia stanowią kalkę słowiańskiej numeracji. Wtorek – drugi, środa – środkowy, czwartek – czwarty, piątek – piąty, sobota – tu mogą ujawniać się kontakty ze Starym Testamentem i diasporą żydowską (Szabat), no i niedziela. U nas po prostu się „nie działa” – i właściwie super, że techniczne i praktyczne znaczenie III Przykazania Bożego język polski bardzo głęboko zakarbował (podobnie jest u reszty Słowian – właśnie za wyjątkiem Rosjan). Co ciekawe i w polskim, i w rosyjskim poniedziałek – paniediel’nik – jest dniem po dniu „nie działania”. A jednak w języku rosyjskim nasza „niedziela” zapanowała jako „woskriesienije” – wskrzeszenie, Zmartwychwstanie Pana Jezusa według drugiej mowy św. Piotra: „Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami” (Dz 3,15).

Wobec powyższego można stwierdzić, że chrystianizacja Słowian, a przynajmniej naszych dni tygodnia, poszła głębiej niż w świecie zachodnim, gdzie w mowie Szekspira (i nie tylko) nadal wspomina się odpowiednio od poniedziałku: Księżyc („Moon-day”); boga wojny Tiwa („Tive’s-day” – starożytni Rzymianie i Włosi mają w tym miejscu Marsa, a we środę Merkurego); boga Wodana/Odyna („Wodne’s-day”); boga Punona/Thora/Donara (a więc „Thor’s-day” lub „Donnerstag”); boginię Wenus lub jej anglosaski odpowiednik Frigg/Frei („Frei-day”). Tylko na sobotę nic swojego na Północy nie wymyślili, więc prosto z Rzymu przybył Saturn (i tak powstał „Saturn-day”). Podobnie stało się z niedzielą, która ma służyć czci boga Słońca („Sun-day”). Nie tylko jako Polakowi, ale także jako chrześcijaninowi, lżej mi jakoś z naszą prostą numeracją, o wiele bardziej „neutralną światopoglądowo” niż wspomniane wyżej przykłady, tym bardziej, że ortografia angielska i niemiecka zakłada pisanie dni tygodnia wielką literą (chyba po to, aby „broń Światowid” nikogo nie obrazić). Na pocieszenie dodam, że języki romańskie śladem schrystianizowanej części Rzymian, niedzielę do dziś nazywają „Dniem Pańskim” od łacińskiego „dies Domenica”. Jednakże w konkurencji pójścia po całości znaczenia niedzieli Rosjan nikt już nie przebije. „Dzień Zmartwychwstania” i kropka!

Ewangelizacja, przynajmniej w wykonaniu świętych i błogosławionych, opiera się jednak na czymś więcej niż głębokie poczucie „obrazy boskiej” – dlatego św. Justyn Męczennik, zamiast obrażać się na starożytne kulty solarne, tak w II w. pisał o świętowaniu Dnia Pańskiego przez chrześcijan: „Gromadzimy się w dniu słońca, ponieważ jest to pierwszy dzień, w którym Bóg, pokonując ciemności i materię, stworzył świat i ponieważ w tym samym dniu Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, powstał z martwych”. Najprostsze ludzkie doświadczenie mówiło od zarania dziejów, że zjawiska Słońca i światła ściśle do siebie przynależą, a przecież tutaj ostatecznie chodzi o życie i jego ciągłe przekazywanie – wegetację, odżywianie, wzrost, prokreację. Natchnieni autorzy tekstów biblijnych wcale więc nie uciekali od równie prostego, co prawdziwego skojarzenia: Słońce – życie – Stwórca, o czym świadczą liczne cytaty (np. Ml 3,20: „A dla was, czczących moje imię wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach”; Ps 84,12: „Bo Jahwe Bóg jest słońcem i tarczą”; czy też z bardziej rozpowszechnionych w liturgii tekstów – jak Kantyk Symeona – Łk 2,32: „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”; oraz Kantyk Zachariasza – Łk 1,78-79: „Dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”). Sam Jezus Chrystus powiedział o Sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (Jn 8,12) i w wielu innych miejscach to potwierdzał. Tak więc akurat „Dzień Słońca” – „Sunday” w opisanym powyżej znaczeniu nie wydaje się wiele dalszy od zbawczej prawdy niż „woskriesienije”. Można powiedzieć, że przez wieki Bóg przygotował ten dzień do jego szczególnej roli, do bycia Świętem Wolności.

Ale tutaj cofamy się jeszcze bardziej, do czasów Hebrajczyków w Egipcie, do ich niewolniczej pracy i demograficznej eksterminacji. Nie wdając się w wielkie dyskursy teologiczne wystarczy uważnie przeżyć Wigilię Paschalną (skreślony przez współczesnych liturgistów termin „obrzędy Wielkiej Soboty” bez żalu odkładamy do lamusa, bo przecież nazwa ta oddaje bardziej kwestię święcenia pokarmów, owszem – ważną tradycję, ale nie najważniejsze doświadczenie duchowe tego dnia), by dostrzec głębokie korzenie naszej Wielkanocy, naszej „Niedzieli niedziel” z Paschą Wyzwolenia – czy to poprzez symbolikę wody i ognia – wybawienie przez wody Morza Czerwonego i prowadzenie Wybranych przez Boga w słupie ognia i w słupie obłoku; czy poprzez Liturgię Słowa, która bez opisu Exodusu – Wyjścia, obyć się nie może; czy wreszcie w Eucharystii i jej starotestamentalnych figurach. Z jakiego rodzaju niewoli zostali wybawieni Hebrajczycy „w słupie ognia i w słupie obłoku” (por. Wj 13,21-22)? Obok śmierci w otwartej postaci mordowania narodzonych (jak widzimy granica zasługiwania na przeżycie bywa płynna i „widzimisię przestawiana”) wspomnijmy chociażby „kodeks pracy” obowiązujący ówcześnie Lud Boży, zwłaszcza, gdyby chciał się on kierować jakimiś politycznymi (czyli kto nami powinien rządzić) „fake-newsami”:

„Potem udali się Mojżesz i Aaron do faraona i powiedzieli mu: «Tak powiedział Pan, Bóg Izraela: Wypuść mój lud, aby urządził na pustyni uroczystość ku mojej czci». Faraon odpowiedział: «Kimże jest Pan, abym musiał usłuchać Jego rozkazu i wypuścić Izraela? Nie znam Pana i nie wypuszczę Izraela» (...) I powiedział jeszcze faraon: «Oto lud kraju teraz jest liczny, a wy odciągacie go od pracy». Tego samego dnia taki rozkaz wydał faraon dozorcom robót ludu i pisarzom: «Nie będziecie dostarczać więcej ludowi słomy do wyrabiania cegły, jak poprzednio. Odtąd niech sami starają się o słomę. Wyznaczycie zaś im tę samą ilość cegieł, jaką wyrabiali dotąd, nic im nie zmniejszając; ponieważ są leniwi, wołają przeto: «Pójdźmy złożyć ofiarę naszemu Bogu». Praca tych ludzi musi się stać cięższa, aby się nią zajęli, a nie skłaniali się ku fałszywym wieściom» (Wj 5,1-2.5-9). „Kodeks pracy” Faraona zacytowałem celowo, bo człowiek odkrywa swoją godność w dużej mierze poprzez sposób, w jaki jest traktowany. Może nie od razu tak, że „byt określa świadomość”, ale coś musi być na rzeczy w św. Jana Pawła II bezwzględnej obronie godności każdej osoby ludzkiej, skoro pogromcom praw człowieka nie podobały się słowa ani jego, ani bł. Księdza Jerzego Popiełuszki.

Kiedy do niedzieli wolnej od handlu droga była jeszcze bardzo długa, pojawiały się argumenty, że przecież nie wolno zamykać galerii handlowych, „bo Polacy nie będą wiedzieli jak spędzić wolną niedzielę” (Niemcy i Austriacy akurat wiedzieli). Nie dość, że pracowników handlu potraktowano jak niewolników, to ogół Narodu uznawano za stado głąbów, które bez speców od marketingu będą jak przysłowiowy głupek z kawału, który umarł z uduszenia, gdy mu fryzjer przez przypadek przeciął kabelek od słuchawek. Prokurator stwierdził, że nagranie zawierało w kółko dwa słowa: „wdech – wydech”. A może pewne kwestie trzeba rzeczywiście „w kółko” powtarzać, bo nie stać nas na ich zapomnienie? Słuchając (po raz kolejny) w Wigilię Paschalną o cudzie wyjścia Hebrajczyków z Egiptu, a także o cudzie naszego za Chrystusem wyjścia ze śmierci do życia, zapewne wspomnimy sobie także (w ramach standardowych rozproszeń), jak szturmowaliśmy wielkopowierzchniowe świątynie w boju ostatnim o wielkanocne jajka. I że niekoniecznie była to Niedziela – Dzień Pański – Dzień Zmartwychwstania – Dzień Przywróconej Godności.


tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2018 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group