Polska jest kobietą

Już pod Grunwaldem polskie rycerstwo śpiewało „Bogurodzicę”, żeby na dworach Europy nie mówiono, iż biedni Krzyżacy z poganami przegrali (ach, te „polskie obozy”, nie od dzisiaj...). Natomiast rozkwit znanej dziś polskiej pieśni żołnierskiej i patriotycznej nastąpił – zupełnie jak w przypadku historii Izraelitów – w niewoli, w stanie braku własnej państwowości. Jak w czasie niewoli babilońskiej i bezpośrednio po niej Żydzi przeprowadzili redakcję większości ksiąg Starego Testamentu, tak Polacy pod zaborami i bezpośrednio po nich wydali dzieła, które do dzisiaj rzutują na naszą polską tożsamość zbiorową. Oprócz monumentalnych eposów autorstwa narodowych wieszczów poezji i prozy, mamy z XIX wieku „Mazurka Dąbrowskiego – Jeszcze Polska nie zginęła…” (dość pesymistyczne) i „Warszawiankę – Oto dziś dzień krwi i chwały…” (nie odbędzie się bez niej żadna defilada wojskowa), a także „Boże, coś Polskę”, która w oryginale miała chwalić cara Aleksandra I, ale dzięki przeróbkom, znanym w dzisiejszym kształcie, tuż przed Powstaniem Styczniowym została w zaborze rosyjskim zakazana.

I tak wielkim skrótem dochodzimy do „Pierwszej Brygady – Legiony to…” i pozostałych pieśni legionowych, śpiewanych na frontach polskiego czynu zbrojnego, z którego zmartwychwstała II Rzeczpospolita – nasza 100-letnia Niepodległa. Chciałbym postawić tezę, być może kontrowersyjną, ale popartą wieloma przykładami: W piosenkach i pieśniach patriotycznych, zwłaszcza żołnierskich – bez kobiety ani rusz. I to niekoniecznie Kobiety Matki (względnie Córki: „Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakany” – chodzi prawdopodobnie o przyszłą żonę gen. Dąbrowskiego, Barbarę Chłapowską, córkę gen. Ksawerego Chłapowskiego), Matki Polki czy nawet Matki Bożej. Ale bez kobiety typu kobiety, którą żołnierz będzie po męsku kochał, której obecność doda sensu żołnierskim trudom – ani rusz.

Nie wierzycie? „Przybyli ułani pod okienko…”. Czego chcą? Dobijają się do panienki, konie chcą poić. Domyślać się można tylko, co by z tego tekstu wywnioskował wytrawny psychoanalityk. Idziemy dalej: „Rozkwitały pąki białych róż”. O czym to? „Wróć, Jasieńku, z tej wojenki już, wróć, ucałuj, jak za dawnych lat, dam ci za to róży najpiękniejszy kwiat” – relacja Jasieńka z Bezimienną pełna jest równoczesnej bliskości i tęsknoty, a także cierpliwego oczekiwania, zresztą (czy aby do końca?) daremnego: „Za Ojczyznę poległ ukochany twój”. „Pierwsza Kadrowa”, czyli „Raduje się serce, raduje się dusza” (świetnie wychodzi także w wersji pielgrzymkowej) – tu jak Piłat w Credo pojawia się strofka: „Kiedy wybijemy po drodze Moskali, Ładne warszawianki będziem całowali”. „Czerwone Maki” to nie tylko pieśń sławiąca triumf polskiego oręża pod Monte Cassino, ale też inna popularna w końcówce I wojny światowej polska pieśń żołnierska, znana jako „Maki” albo wprost: „Ej, dziewczyno” (ciężkie życie w okopach nieco jednak przytępiło savoir vivre naszego rycerstwa). Tutaj Kornel Makuszyński jako autor tekstu poszedł po całości: „Strzeż się tego, co na przedzie, Tam, na karym koniu jedzie, Oficyjera - Jeśli mu się wydam miła, To nie będę się broniła, Niech mnie zabiera, zabiera, zabiera!”. Czyżby pod koniec wojny również panny mniej wybredne? Marzyciele w mundurach musieli mieć na to jakieś empiryczne dowody. A mówiąc poważniej – któż jest lepszym kandydatem na męża niż ten, który potrafi życie postawić na szali „Boga, Honoru i Ojczyzny”? Taki na pewno wyleczył się z egoizmu, a o to chyba właśnie chodzi w każdej poważnej relacji? I jeszcze dwa przykłady naszej narodowej twórczości erotyczno-patriotycznej. Pierwszy z nich stanowi bardzo szeroko rozpięty pomost kulturowy pomiędzy czasami wojen napoleońskich a wojną z bolszewikami (tak długo, być może, ewoluowały słowa i melodia). Chodzi o „Rozmaryn – O mój rozmarynie rozwijaj się…”. W tradycji europejskiej ten skromny niebieski kwiatek o cudownym zapachu uznawany jest za symbol miłości i wierności. A sam tekst? Raczej z dedykacją dla desperatów, z elementami szantażu emocjonalnego. Młodzieniec straszy swoją wybrankę, że jeśli go nie pokocha, to się zaciągnie do wojska, a wtedy będzie mogła już wkrótce podziwiać go jedynie jako nieboszczyka. Chociaż obok motywów desperacko-alkoholowych („Dadzą mi manierkę z gorzałczyną, ażebym nie tęsknił za dziewczyną”) pojawia się i motyw optymistyczno-religijny, i erotyczny na powrót: „Dadzą mi szkaplerzyk z Matką Boską, Żeby mnie broniła, Tam pod Moskwą. A kiedy już wyjdę na wiarusa, Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej, Po całusa”. W sumie cudowny jest ten „Rozmaryn” – wszechstronnie wypełniony migawkami męskiej (często skołatanej) psychiki. I na koniec coś z Powstania Warszawskiego: „Pałacyk Michla” – hymn Batalionu Parasol. Już w drugiej zwrotce żwawej powstańczej melodii uobecnia się zawiły logicznie motyw uroków walki zbrojnej: „Każdy chłopaczek chce być ranny. Sanitariuszki - morowe panny, I gdy cię kula trafi jaka, Poprosisz pannę - da ci buziaka, hej!”.

Jak Panowie widzicie, starałem się nie być gołosłownym. Temat można oczywiście strywializować stwierdzeniem, iż wojna i seks zawsze szły w parze, czy to w formie tak brutalnej jak „poczynania” Armii Czerwonej przy „wyzwalaniu” Pomorza, czy to w formie bardziej humorystycznej, kiedy to nasz Franciszek Dolas podczas swoich rozlicznych przygód trafił na „Burdello militare”. Wojen nam w historii nie brakowało, a tymczasem z polskiej pieśni patriotycznej, choć temat ludzkiej miłości podejmuje ona dość śmiało, da się wyczytać przesłanie zupełnie inne: Otóż Polskie Kobiety (Niemcy nawet w swoim hymnie narodowym chwalą „Deutsche Frauen”) stają się gwarantem, że męski wysiłek walki o Polskę nie uderzy w próżnię, że będzie ktoś, kto go doceni i nagrodzi bliskością, a w dalszej perspektywie potomstwem i przyszłością narodu.

Czy jest to miłość odwzajemniona? Polska literatura poszła tu przynajmniej dwoma tropami, reprezentowanymi przez dwie współcześnie sobie żyjące autorki – dwie Marie: Rodziewiczównę oraz Pawlikowską-Jasnorzewską. Łączyła je deklarowana w twórczości swoboda obyczajowa, daleko było im do Kościoła i katolickiej moralności. Pierwsza dryfowała w stronę teozofii, druga trzykrotnie wychodziła za mąż. Obydwie zmarły pod koniec II wojny światowej. Obydwie wybitnie utalentowane, stawiały jednak zupełnie inne wymagania mężczyznom. Jakie? Przyjrzyjmy się dwóm okruchom ich twórczości.

„Między ustami a brzegiem pucharu” Marii Rodziewiczówny (publikacja w 1889 roku) pod zdegradowaną obyczajowo i pornograficzną miejscami obwolutą (tak przynajmniej wynikałoby z ekranizacji z 1987 roku), przemyca silny wątek patriotyczny. Hrabia Wentzel Croy-Dülmen jako pruski arystokrata wstydzi się swojego polskiego pochodzenia. Jak na ironię losu, hulaka zakochuje się na zabój w Jadwidze Chrząstkowskiej. To dla niej uczy się Mickiewicza i wyrzeka się antypolskich uprzedzeń. To dla niej pojedynkuje się i spłaca zadłużenie wielkopolskiego Mariampola zagrożonego pruską konfiskatą. Tak zdobywa serce pięknej Jadwigi, stając się przy okazji – na powrót – Polakiem.

Inaczej wyobraża sobie swój męski ideał Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Zainteresowałem się jej wierszem „Kto chce, bym go kochała” z uwagi na żywe wykonanie w duecie Grzegorz Turnau – Beata Rybotycka z albumu „Tutaj jestem”. Wykonanie świetne, ale dlaczego dla tej pani miałbym ziewać, gdy ulicą idzie pogrzeb kogoś dla mnie ważnego, albo bym był daleki od złości za cenę bycia dalekim od dobra? Jak też miałbym przedkładać głaskanie psa ponad praktyki religijne? Tym razem nie fabuła, ale historia okazała się dla autorki przewrotna. Jej ostatni mąż – Stanisław Pawlikowski – bynajmniej nie wyglądał na ziewającego głaskacza piesków. Był jednym z pierwszych lotników wojskowych w odrodzonej Polsce, instruktorem w „Szkole Orląt” w Dęblinie. Po wybuchu II wojny światowej brał udział w Bitwie o Anglię, ze służby w RAF-ie wycofał się dopiero po śmierci Marii w 1945 roku. I, jak wynika z zachowanej korespondencji, bardzo po męsku się o nią troszczył.

A Polska dalej jest kobietą, bo też jest rodzaju żeńskiego. Jak Litwa i Ukraina (A Białoruś? Co z Białorusią? „Białorusia” rozwiałaby wieloznaczność). Jak Anglia, Rosja i Francja (ale już nie Włochy, Czechy czy Niemcy – przynajmniej w języku polskim). Dla takiej kobiety, zwanej Ojczyzną, warto być mężczyzną.


tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2018 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group