Powrót defilady

7 lutego 2018 r. w amerykańskich mediach gruchnęła wieść, że w połowie stycznia prezydent Donald Trump zlecił w Pentagonie przygotowania do wojskowej narodowej defilady patriotycznej, 4 lipca w Waszyngtonie. Sęk w tym, że Amerykanie, choć organizują pomniejsze uroczyste przemarsze wojsk choćby z takich okazji, jak zaprzysiężenie nowego prezydenta, to jednak defiladę „z prawdziwego zdarzenia” – z ok. 9 tysiącami żołnierzy, ciężkim sprzętem i milionem zgromadzonej publiczności – wystawili ostatnio... 8 czerwca 1991 r., po zwycięskim zakończeniu I wojny w Zatoce Perskiej. Bo taką właśnie defiladę wyobraża sobie obecny prezydent USA: „Taką, jaką mają Francuzi w Dniu Bastylii” (14 lipca). W ubiegłym roku był bowiem amerykański przywódca gościem honorowym Emmanuela Macrona na tejże paradzie, zaproszonym z okazji 100-lecia przystąpienia Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej. Prezydent Francji stwierdził potem, że „nigdy i nic nie rozdzieli USA i Francji, a obecność amerykańskiego prezydenta była kolejną manifestacją wielowiekowej przyjaźni tych narodów”. Czy to aby tylko gładkie dyplomatyczne frazesy? I dlaczego Donald Trump, znany choćby z tego, że dobrze odrabia zadania domowe z historii (ku naszej radości również z historii Polski), tak zdecydowanie powołuje się na przykład z Paryża?

Kiedy 4 lipca 1776 r. Amerykanie wybijali się na niepodległość od Wielkiej Brytanii (4 lata po pierwszym rozbiorze Polski) ich naturalnym sojusznikiem stała się Francja, ukontentowana kłopotami dokuczliwego brytyjskiego sąsiada. Oczywiście „Deklaracja Niepodległości” to był dopiero początek – przez 7 kolejnych lat 13 Kolonii konsekwentnie odpierało interwencję Brytyjczyków, ich niemieckich najemników (!) oraz Irokezów. W owej właśnie wojnie po raz pierwszy jako sojusznicy Ameryki wsławili się Polacy: Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski. Z Francji przybył markiz de la Fayette, wraz z francuskimi ochotnikami, bronią, amunicją i mundurami dla armii Jerzego Waszyngtona (Jefferson, la Fayette, Kościuszko – czy tylko naonczas wolnomularstwo było w modzie?). Na mocy Pokoju Paryskiego Wielka Brytania uznała niepodległość Stanów Zjednoczonych. Ale już w 1812 r. Brytyjczycy wrócili do tematu, sprowokowani m.in. amerykańskimi dostawami wojennymi dla armii Napoleona. To były czasy, kiedy Royal Navy grabiła lub topiła amerykańskie transportowce, zupełnie jak sto lat później z okładem „wilcze stada” Kriegsmarine. Z owej właśnie epoki pochodzi późniejszy hymn USA „Gwiaździsty Sztandar” (zatwierdzony w 1931 r.), napisany w 1814 r. przez Francisa Scotta Keya podczas brytyjskiego bombardowania Baltimore.

Druga wojna światowa przyćmiła nieco pamięć o pradawnym amerykańsko-francuskim sojuszu, choćby z uwagi na postępki Francji Vichy. Nie wszyscy może jednak pamiętają, że najbardziej amerykańska w świecie Statua Wolności w Nowym Jorku legitymuje się czysto francuskim rodowodem. Pracował przy niej m.in. słynny Gustaw Eiffel (ten od Wieży Eiffla). Zwieńczona w 1886 r. jest darem narodu francuskiego dla narodu amerykańskiego, przywołującym pamięć o ich starej przyjaźni. Co ciekawe, czterokrotnie pomniejszoną „siostrę” nowojorskiej Statui wzniesiono również nad Sekwaną, w Paryżu. Z szerszej perspektywy historycznej nie może dziwić, że relacje amerykańsko-francuskie wciąż zachowują swoją wagę, do tego stopnia, że lekcje, jeśli nie samego patriotyzmu, to przynajmniej jego ekspresji, mają dziś pobierać Amerykanie u Francuzów.

Jeżeli komuś się wydaje, że różnorodne podziały historyczno-polityczne wśród naszych Rodaków to jakiś ewenement na skalę światową, nad którym trzeba lamentować w worach pokutnych pod hasłem „Jacy to ci Polacy podzieleni”, to niech sensacja towarzysząca planowi amerykańskiej defilady i opinie dostarczane przez różne media stanowią komentarz do tego, jak wygląda świat współczesny w ogólności, a Polska wcale nie leży na jego peryferiach. Z jednej strony szaty rozdarła CNN, że czołgi nawierzchnię zniszczą, że w rejonie Waszyngtonu nie ma dość wojska, a jego transport na duże odległości to przecież koszt bardzo poważny i że w ogóle takie defilady to już przeżytek. Pojawiły się także głosy, że to jest spychanie pięknej Ameryki w stronę militaryzmu lub – co gorsza – totalitaryzmu. I jak będziemy organizowali takie brzydkie demonstracje siły, to będziemy tak samo „be” jak Korea Północna (zdecydowanie ładniejsze według niektórych estetyk są parady tęczowe, względnie rowerowe, ale tylko te, którym nie towarzyszą hasła patriotyczne). Na drugim biegunie znajdujemy poparcie, jakiego pomysłowi republikańskiego prezydenta udzieliła tradycyjnie telewizja Fox News.

Trudno większość współczesnych Francuzów podejrzewać o skrajny nacjonalizm, przynajmniej w formie nieakceptowanej przez CNN. Świeckości państwa bronią jak Verdun, etnicznego ubogacenia nie da się tam ukryć, jak w bliskowschodnim powiedzeniu o „miłości, brzemienności i jeździe na wielbłądzie”, a świętują z okazji skrócenia z woli Bożej własnego króla o głowę (my to przynajmniej świętujemy 15 sierpnia z okazji takiegoż skrócenia czerwonej hydry). A jednak robią to za pomocą defilady, z tysiącami żołnierzy, czołgami, samolotami. I nikt jakoś nie lamentuje, że się bruk poniszczy, że drogo albo że zamieniają piękną Francję w Północną Koreę. Robią to tak dobrze, że pozazdrościli im Amerykanie. Defilują Brytyjczycy, Hindusi i Persowie. Defilują Rosjanie, Chińczycy oraz Koreańczycy z obydwu Korei. O co jednak chodzi w tych marszach? Czy defilada równa defiladzie? I co ma z nimi wspólnego Procesja Rezurekcyjna? Wkrótce także o tym.


Darowizna dla Bractwa

Zapraszamy do wsparcia naszego Bractwa dowolną kwotą. Każda złotówka będzie przeznaczone na cele ewangelizacyjne i działania naszej formacji. Zapraszamy do ustawienia stałej subskrypji.

Sklepik Bractwa

Zapraszamy do kontatku:

Mirosław Pajdosz
koordynator sklepiku Bractwa

+48 501 031 882

 

tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2018 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group