Św. Urszula Ledóchowska: Mężyna stanu. Księżniczka w habicie

Na długo przed reformacją próbowano przetłumaczyć Pismo Święte na język polski. A nie doszłoby do tego, gdyby nie wyjątkowy pech Władysława Jagiełły. Żenił się cztery razy, jednak nie po to, iżby chciał zarazić (złym) przykładem późniejszych celebrytów. Z jakichś powodów trzy kolejne żony monarchy zmarły jedna po drugiej bez męskiego potomka, z naszą słynną św. Jadwigą Andegaweńską na czele. Dopiero czwarta żona – Zofia Holszańska – urodziła bohaterowi spod Grunwaldu dwóch synów (król miał wówczas lat ok. 70, więc „niech żywi nie tracą nadziei”): późniejszego Władysława III Warneńczyka i najbardziej udanego – Kazimierza IV Jagiellończyka, dzięki któremu m.in. nasze Pomorze powróciło do Rzeczpospolitej z rąk krzyżackich.

To właśnie Sonka, która po przejściu z prawosławia na katolicyzm została Zofią Jagiełłową, zażyczyła od swojego kapelana – ks. Andrzeja z Janoszyc – przekładu Starego Testamentu na język polski. Królowej się nie odmawia, a choć najprostsze rozwiązania nie zawsze wychodzą najlepiej, sięgnął ks. Andrzej po istniejące przekłady czeskie. I tak z hebrajskiego na łacinę, z łaciny na czeski, z czeskiego na polski – w połowie lat 50-tych XV w. światło dzienne ujrzała tzw. Biblia Królowej Zofii – z górą 60 lat przed wystąpieniem Marcina Lutra. Drugie miejsce zajmuje w tym zestawieniu młodsza o cały wiek Biblia Leopolity, przy której przekładzie z łaciny pracował ks. Jan Nicz ze Lwowa (stąd przydomek Leopolita, zbieżność nazwisk z obecnym metropolitą warszawskim zapewne przypadkowa), a dopiero trzecie – najbardziej znana z epoki poreformacyjnej – Biblia Wujka (wydana pod sam koniec burzliwego wieku XVI).

Do Biblii o. Jakuba Wujka SJ musiałem sięgnąć, szukając właściwego tytułu dla św. Urszuli Ledóchowskiej. Większość rozpoznaje ją głównie jako założycielkę Urszulanek Szarych, znanych w naszych stronach z posługi w parafii pod jej wezwaniem w Gdańsku-Chełmie. To mniej więcej tak, jak znać św. Maksymiliana Marię Kolbego jedynie z heroicznego męczeństwa w Oświęcimiu, nie wspominając słowem o jego dwóch doktoratach, misjach w Japonii, milionowych nakładach „Rycerza Niepokalanej” i budowie lotniska w Niepokalanowie, na długo zanim ktoś wpadł na to, by w odległym o 15 km Stanisławowie wybudować Centralny Port Komunikacyjny. Oczywiście nie doktoraty świętym czynią, ale zasługi dla Ojczyzny Ziemskiej, przez którą idzie się do Niebieskiej – już trochę bardziej. A już na pewno czynią tę osobę patriotą godnym wspominania i naśladowania.

Cóż więc powiedzieć o niewieście, która jako skromna zakonnica, a jednocześnie arystokratka działająca na terenie zachodniej Rosji i Skandynawii, położyła dla niepodległości Polski zasługi porównywalne do osiągnięć Ignacego Jana Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych? Paderewskiego nazywamy słusznie Mężem Stanu. A Ledóchowską? „Żoną Stanu”? To określenie pasowałoby już bardziej do Zofii Holszańskiej-Jagiełłowej. Św. Urszula żoną, jeśli była, to Pana Jezusa, w sensie ślubów zakonnych. I tu właśnie z pomocą przychodzi Biblia Wujka, który jeśli nie znajdował w ówczesnej polszczyźnie słowa odpowiedniego, by oddać w przekładzie łacińską literę i hebrajskiego ducha, po prostu je tworzył: „I rzekł Adam: To teraz kość z kości moich, i ciało z ciała mego: tę będą zwać MĘŻYNĄ; bo z męża wzięta jest” (Rdz 2,23). Genialna kalka z łaciny (vir/virgo) podkreśla również dziewiczy stan stworzenia niewiasty, co świetnie zgrywa się ze stanem zakonnym naszej Mężyny.

Zakonne losy Urszuli przypominają nieco drogę św. Matki Teresy z Kalkuty. Bo życie konsekrowane to niekoniecznie jazda utartym szlakiem w pociągu o numerowanych miejscówkach. Często zmienia się przedział, czasami pociąg, a niekiedy nawet trzeba budować zupełnie nowe tory i stacje. Matka Teresa u Sióstr Błogosławionej Dziewicy Maryi z pewnością sprawdziła się jako ofiarna wychowawczyni i nauczycielka dziewcząt. Kiedy jednak zobaczyła przed sobą wyzwanie większe od edukacji młodzieży – wyzwanie ludzkiej nędzy i śmierci z głodu i chorób – poszła dalej i wyżej, by realizować „powołanie w powołaniu” – posługę dla najbiedniejszych z biednych. I wcale nie przekreśliło to jej dotychczasowych osiągnięć – do nowego zgromadzenia poszła za nią grupa dziewcząt, którym wcześniej „matkowała” jako nauczycielka. Dla św. Urszuli Ledóchowskiej zgromadzenie Urszulanek Unii Rzymskiej również okazało się jedynie etapem drogi do świętości. Urodzona jak księżniczka na zamku, w polsko-austriackiej rodzinie arystokratów, z racji na swoje pochodzenie i umiejętności, poparte sumienną pracą, zajmuje się najpierw wychowaniem dzieci i młodzieży, podobnie jak Matka Teresa.

Trafia do Petersburga, gdzie prowadzi internat dla dziewcząt przy polskim gimnazjum. Pracuje w stroju świeckim, gdyż habitów w carskiej Rosji nosić nie wolno (tym samym losem podążają zakładane przez bł. Honorata Koźmińskiego w zaborze rosyjskim żeńskie zgromadzenia bezhabitowe). Wybucha I wojna światowa. Jako obywatelka Austrii w Rosji pracować już nie może. Działalność przenosi do Skandynawii. Działa wśród Finów, w Szwecji i Danii (czy dlatego do dziś śpiewa się „W Danii duszę Ci niesiemy”?). Oprócz opieki nad polskimi sierotami (szaleje wojna, a zaraz potem grypa hiszpanka), Urszula łączy siły z Henrykiem Sienkiewiczem i jego polsko-szwajcarskim Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny. Uczy się języków skandynawskich, aby lepiej dotrzeć do słuchaczy i wygłasza, jak Skandynawia długa i szeroka, dziesiątki odczytów w sprawie polskiej – o naszej historii, kulturze, o okaleczeniu Europy przez brak Polski na mapach. A to wszystko w oryginalnych językach słuchaczy, trafiając wprost do ich serc. Mówiąc prosto: „odwalała robotę wizerunkową” w zastępstwie nieistniejącego jeszcze wówczas Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. I pewnie nawet skuteczniej, niż nasze niektóre współczesne – choć niepozbawione uczuć patriotycznych – „słonie w składzie porcelany”.

Wraz z odzyskaniem niepodległości zbiera rozproszone przez wojenną zawieruchę siostry, z którymi pracowała od 1908 r. w Petersburgu i dzięki ofiarności norweskiego konsula Stolt-Nielsena (już wtedy widocznie przymierzano się do Norweskiego Mechanizmu Finansowego) nabywa dla nowego Zgromadzenia Sióstr Serca Jezusa Konającego majątek w Pniewach. Urszulańską tradycję pracy wychowawczej dostosowuje księżniczka w habicie do nowych potrzeb ludzi najuboższych, do pracy z dziećmi Kresowian oraz polskich emigrantów we Francji, do włoskiej młodzieży robotniczej. Nie kończy więc troski o Polskę na samej niepodległości, bo przecież w 1918 r. „schody się dopiero zaczęły” – jak napisał w 1936 r. Konstanty Ildefons Gałczyński: „Chcieliście Polski, no to ją macie!”. Propaguje Urszula przy tym coś, co ponownie łączy ją w jakiś sposób z Matką Teresa z Kalkuty – coś, o czym będę pragnął jeszcze napisać, a co sama nazywała „Apostolstwem Uśmiechu”. Pogodę ducha i dobroć wyrażoną na zewnątrz uśmiechem uważała za najszczersze świadectwo więzi z Chrystusem. Mężyna Stanu umiera w 1939 r. w Rzymie w opinii świętości.

Rodzina Ledóchowskich w ogóle ma w sobie „to coś”. Starsza siostra Urszuli – Maria Teresa – zakłada pod koniec XIX w. Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera dla Misji Afrykańskich, a dzięki wielkim zasługom na polu ewangelizacji i walki z niewolnictwem nazwana została przez potomność „Matką Afryki” (Kościół powszechny czci ją od 1975 r. jako błogosławioną, a w Polsce jako patronkę dzieł misyjnych). Ciekawe, że kolejna „Mężyna” – „wżeniona” w Ledóchowskich przez bratanka Urszuli i Marii Teresy – Maria Barbara Ledóchowska zd. Dzieżykraj-Morawska – również z sukcesem udzielała się na polu społecznym. Jako absolwentka londyńskiej School of Economics osiadła po II wojnie światowej w Republice Południowej Afryki, gdzie w obronie uciśnionej czarnoskórej ludności czynnie włączyła się w walkę z polityką apartheidu.

Drodzy obecni, przyszli lub ukryci Mężowie Stanu – wniosek z powyższych historyj nasuwa się taki, że w ratowaniu świata nie jesteśmy zostawieni sami sobie. Obok męża postawił dobry Bóg mężynę. Bo gdzie z pomocą Bożą poradzi skromna polska zakonnica, tam „diabeł nie może”. Księżniczka w habicie. Albo i nieco zapomniana, a wyżej wspomniana: Zofia Holszańska-Jagiełłowa.

 


 

Darowizna dla Bractwa

Zapraszamy do wsparcia naszego Bractwa dowolną kwotą. Każda złotówka będzie przeznaczone na cele ewangelizacyjne i działania naszej formacji. Zapraszamy do ustawienia stałej subskrypji.

Sklepik Bractwa

Zapraszamy do kontatku:

Mirosław Pajdosz
koordynator sklepiku Bractwa

+48 501 031 882

 

tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Nadchodzące wydarzenia

There are no up-coming events

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2019 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group