Seksualność w drodze

Dzisiaj stwierdzenie, że popkultura jest mocno zseksualizowana, już nikogo nie dziwi. Sprzedawanie różnych produktów, wpływ na decyzję odbywa się przez bombardowanie przekazem skierowanym w stronę seksualności. Ilość bodźców seksualnych, dostarczanych przeciętnemu mężczyźnie jest o wiele większa niż kiedyś. Trudno się więc dziwić, że wielokrotnie w „męskich rozmowach o wierze” na prowadzenie wysuwają się właśnie „te” tematy.

Pytanie tylko, czy ilość uwagi poświęcana wszystkim problemom ludzkiej płciowości nie pozostaje w dysproporcji do pozostałych części naszego ja. Czasami, kiedy spojrzy się na skalę napięć, które ludzie przeżywają w temacie swojej seksualności, można dojść do wniosku, że są one silniejsze, niż samo napięcie seksualne! Skąd ta postawa i co z niej wynika dla naszego życia wiarą?

Świadomość wymagań moralnych, nauki Kościoła wśród ludzi zaangażowanych religijnie jest bardzo duża. Dzisiaj nie mamy już problemu z dostępem do nauczania Kościoła. Chwilę po wystąpieniu papieża jego wypowiedzi są już dostępne w Internecie. Szkopuł jednak w tym, że wszystko to sprawia, że jesteśmy coraz bardziej świadomi wyzwań, które stawia przed nami wiara. Czasami jednak wszystkie te wymogi mogą wydawać się przytłaczające.

To, co odkrywamy w sobie, zwykle odbiega od ideału, który spotykamy w różnorodnych wskazaniach moralnych. Optymizmem powinien napawać nas fakt, że potrafimy uchwycić różnicę pomiędzy tym, co odkrywamy w sobie, a tym, do czego dążymy. Zwykle jednak radość tego, że wiemy, kim teraz jesteśmy, jest krótka. Świadomość przepaści pomiędzy tym, kim jesteśmy, a tym, kim chcielibyśmy być, wprawia smutek. Może warto byłoby wziąć ten smutek na warsztat i pomyśleć o zamienieniu go w radość? Na pewno nie jest to proste, zwłaszcza, że większość z nas jest przesiąknięta mentalnością „instant”. Oczekujemy od samych siebie, że zmiany w nas będą zachodzić błyskawicznie. Proszek z torebki po zalaniu wodą szybko staje się pożywną zupą. Człowiek, który jest mikrokosmosem, złożoną układanką nie będzie się zmieniał w krótkim czasie. Wszelkie zmiany, są wyzwaniem rozciągniętym w czasie. Sądzę, że kluczem do spokoju i zadowolenia z siebie jest czerpanie radości już z samego podjęcia próby zmiany, dostrzeganie małych kroków. Nie możemy się obrażać na to, że nie od razu wszystko nam wychodzi (zob. Evangelii Gaudium 44). Warto spojrzeć na zadania stawiane przed nami jako na drogę.

Patrząc na małe dzieci, wiemy, że nie możemy oczekiwać od nich wszystkiego. Trudno spodziewać się, że ośmiolatek ugotuje obiad, a trzyletnia dziewczynka posprząta mieszkanie. Bóg też w swoim byciu z nami wchodzi w nasze możliwości. W całej moralności nie chodzi o przyswojenie sobie wszelkich możliwych podręczników do teologii, nauczania, ale o poddanie się Bożemu prowadzeniu. Nauczanie Kościoła, w tym moralność katolicka, są na tej drodze pedagogiem i szansą, a nie wagą do obliczania naszej nieskazitelności. Takie działanie bierze początek z Bożej pedagogii, którą widzimy w historii Izraela. Czasami zarzuca się, że w Starym Testamencie widać zachowania ludzi, które przerażają. Na porządku dziennym są morderstwa, przemoc, bałwochwalstwo. Mądrość Boga polega jednak na tym, że również ludzi Starego Przymierza prowadził na miarę rzeczywistości, w której się znaleźli. Bohaterowie Ksiąg Pisma Świętego dorastają do dobrego postępowania. Nie będzie ironią, jeśli zauważymy, że wybicie zęba za wybicie zęba cieszy, bo jeśli spojrzeć wstecz równie dobrze mogłoby to być obcięcie głowy. Nawet taka zmiana cieszy, jest radością Boga.

Postępowanie Boga względem nas jest podobne, jak wobec narodu wybranego. Bóg pragnie nas prowadzić, wychodząc od naszej aktualnej sytuacji życiowej, problemów, talentów. Zgoda na to prowadzenie jest wejściem na drogę, która wcale nie jest drogą zbierania medali i nagród za świetne wyniki. Możemy ją określić raczej jako drogę niedoskonałości, bo to, co w nas jest niedokończone i słabe, przeżywa drogę zmiany. W tym wszystkim nie chodzi o zdobywanie jakiejś osobistej bezgrzeszności, ale zmienianie się w przebywaniu z doskonałym Bogiem. Ważne, żeby to zauważyć, bo wtedy akcenty rozkładają się trochę inaczej. To my przychodzimy do Boga, a On nas przemienia, my dajemy Bogu szansę, a On w nas działa. I tu chcę wrócić do początku mojego tekstu, do seksualności, od której wyszliśmy.

Sfera seksualna rzeczywiście rodzi wiele napięć. Problemy, o które się tu potykamy, dla wielu mogą wydawać się czymś nie do rozwiązania. To myślenie jest uzasadnione, jeśli przerzucimy na siebie całą pracę, którą musielibyśmy wykonać. Sam chyba jednak nie wierzę, że jesteśmy w stanie to tak po prostu zrobić. Nie wiem nawet, czy powinniśmy inwestować w tę zmianę tyle energii.

Wspomnienie grzechów ze sfery seksualnej może też wzbudzać pamięć nieudanych prób poprawy. Często jednak te próby zmienienia czegoś opierają się na siedzeniu wokół konkretnego grzechu i rozpaczaniu nad nim. Efekt jest taki, że zamiast dalej kochać i żyć, zatrzymujemy się przy tym jednym grzechu, efekt jest jeszcze gorszy. Zwykle gorsze zło powstaje wtedy przez zaniedbanie dobra, przez zainwestowanie naszej energii nie w dalsze kroczenie za Jezusem, ale w smutek i apatię. Lekarstwo nie tkwi w rozgrzebywaniu zła, ale w usuwaniu go dobrem. Żeby to pokazać, warto spojrzeć na Ewangelię, w której Jezus mówi, że po wyrzuceniu z człowieka złych duchów, chwilę później przychodzi jeszcze więcej demonów. Dzieje się tak dlatego, że gdy całą siłę zainwestujemy w „sprzątanie wnętrza do perfekcji”, nie mamy już siły na relację z Bogiem. Tym sposobem, nie wprowadzamy w siebie nic w miejsce pustki, którą zajmował grzech. Sukces polega na odwróceniu myślenia o tej sytuacji. To wejście w relację z Bogiem i „wpuszczenie” w siebie Ducha Świętego, sprawia, że zło (zły duch) ucieka. Warto więc otworzyć się bardziej na oddanie pracy Bogu niż samodzielną walkę.

Pozytywne myślenie o moralności, o seksualności kieruje nas bardziej w skupienie się na wydarzeniach dobrych, a nie grzechu. Przykład tego daje nam Pismo Święte, które opowiada szeroko o drodze dobra, a tylko delikatnie dotyka zła, robi to krótko, informacyjnie. Wszystko po to, żeby nie popadać w perwersję, czyli odwrócenie, tj. nie głosić zła zamiast dobra. Zwycięstwem jest, kiedy nasze życie coraz bardziej dąży do wybierania pomiędzy dobrym a lepszym, a nie dobrem i złem. Wtedy powstaje szansa, żeby dobro wykorzeniało z nas zło. Poza tym do zwycięstwa w nas tego, co dobre, jest potrzebny rozwój wolności, którą rozumiemy jako dyspozycję do dobra. W takim układzie każdy kolejny wybór dobra rozwija naszą wolność, a tym samym grzech staje się coraz mniej atrakcyjny. Ponadto należy pamiętać, że zły Duch i Duch Święty nie mogą przebywać razem. Ta prawda dotyczy przede wszystkim naszego sumienia.

Reasumując wszystkie rozważania, chciałbym pokazać, że seksualność jest dotykana łaską Boga, tak samo jak każdy inny obszar naszego życia. Tym samym nie jest to część odrzucona, opuszczona i pozostawiona przez Boga na pastwę losu. Droga ułomności człowieka ma to do siebie, że pojawia się na niej upadek i grzech, ale przez przylgnięcie do Jezusa doświadczamy uzdrowienia. Zwycięstwo nad grzechem nie dokonuje się przez skalę naszych wysiłków, ale przez otwarcie się na działanie łaski, która zawsze jest przeogromna. W związku z tym praca nad sobą to tak naprawdę zgoda na to, żeby Bóg pracował w nas. Akcent przekłada się z naszej aktywności na aktywność Boga, a właśnie tę zmianę w swoim życiu wdrażali wszyscy mistycy, Tereska od Jezusa, Jan od Krzyża i inni. Oczywiście cały ten proces trwa, dlatego nasza sytuacja egzystencjalna domaga się od nas wyrozumiałości względem samych siebie. Seksualność, jako sfera szczególnie bombardowana przez dzisiejszą kulturę, ze względu na swoje rany ma prawo do okazania jej tej dobroci-zrozumienia. Może wtedy zechce odpłacić nam dobrem za dobro? W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.


Darowizna dla Bractwa

Zapraszamy do wsparcia naszego Bractwa dowolną kwotą. Każda złotówka będzie przeznaczone na cele ewangelizacyjne i działania naszej formacji. Zapraszamy do ustawienia stałej subskrypji.

Sklepik Bractwa

Zapraszamy do kontatku:

Mirosław Pajdosz
koordynator sklepiku Bractwa

+48 501 031 882

 

tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2018 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group