Wściekłe owce

Nie uparłbym się na ten tekst, gdyby nie tegoroczne bezpośrednie sąsiedztwo Niedzieli Dobrego Pasterza z uroczystością św. Wojciecha, biskupa i męczennika, współpatrona Polski (ze św. Stanisławem, biskupem i męczennikiem z Krakowa – i tak od wieków trzymają oni naszą Polskę w całości – jeden od północy, drugi od południa). Słyszeliśmy o Dobrym Pasterzu, o tym że daje On życie za owce, a owce słuchają Jego głosu i tak sobie spokojnie razem pielgrzymujemy. Sam Jezus jest jednak zbytnim realistą, by poprzestać na obrazkach bukolicznych, bo nie dość, że zaznacza, iż Jego śmierć nie będzie jakąś tam przypadkową porażką, ale świadomym oddaniem życia (J 10,17-18: „Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję”), to jeszcze patrzy szerzej i dalej, poza Izraela i poza ramy czasowe swojej ziemskiej wędrówki: „Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz” (J 10,16).

Ciekawe, że Słowo Boże wspomina co prawda nie tylko o dobrych, ale i o złych pasterzach, natomiast nie wspomina, o ile pamiętam, o „złych owcach”. Jezus mówi delikatnie: „Mam także inne owce” – ale wcale nie mówi, że gorsze. Natomiast już św. Augustyn (a to dopiero czasy nieomal tzw. „pierwszych chrześcijan”), interpretując Stary Testament jako duszpasterz zmagający się z herezjami i schizmami własnego czasu, a tym samym z wieloma braćmi odłączonymi, wyraźnie zauważa, że nie tylko pasterze bywają źli, ale i z owcami też coś bywa „nie teges”: „Kiedy poszukujemy zabłąkanych, twierdzą w swym błędzie i zagubieniu, że nie należą do nas: «Czego chcecie od nas? Dlaczego nas szukacie?» Jak gdyby to, że błąkają się i giną, nie było wystarczającym powodem, abyśmy wołali i poszukiwali. «Jeśli zbłądziłem – powiada – jeśli zagubiłem się, czego chcesz ode mnie? Czemu mnie szukasz?» Otóż ponieważ trwasz w błędzie, chcę cię sprowadzić z powrotem, ponieważ zagubiłeś się, chcę cię odnaleźć. «A właśnie ja chcę błądzić, ja chcę ginąć». Ty chcesz błądzić, chcesz ginąć? Otóż ja jeszcze bardziej nie chcę. Powiem jasno, jestem natrętny […]. Chcesz czy nie chcesz, będę tak czynił.” (Kazanie 46, Godzina Czytań, poniedziałek 25 tygodnia okresu zwykłego).

Żywot św. Wojciecha stanowi idealną ilustrację kościelnego powiedzonka, iż „przy takich owieczkach to i pasterz beknie”. Prażanie, których chyba w słodkiej zemście po wiekach pożerał legendarny „Jożin z Bażin”, wielokrotnie i na różne sposoby dawali swojemu biskupowi do zrozumienia, że nie jest wśród nich mile widziany. I choć nie raz, nie dwa powracał „jak dobry szeląg”, ustąpił w końcu wobec argumentu siły, widząc pewnego dnia całą swoją rodzinę na katafalku. Po chwilowym epizodzie rzymsko-zakonnym nasz Patron postanowił pielgrzymować dalej – z deszczu pod rynnę. Zamiast praskich pogan polakierowanych na chrześcijańsko wolał pogan oryginalnych, szczerzących groźne kły bez zbędnej politury zachodniej dworskości. I czy to pancerna piącha Bolesława Chrobrego, który – jak głosi legenda – utwierdzał chrześcijaństwo, każąc wybijać zęby nieposzczącym w piątek, czy też, co bardziej pewne, opatrznościowy powiew Ducha Świętego, w każdym razie z gdańszczanami poszło o wiele lepiej niż z prażanami, co po tysiącu prawie lat zagraniczni reporterzy opisywali, przecierając oczy ze zdumienia na widok robotniczych kolejek do spowiedzi i polowych Mszy Św. na strajku w słynnej Stoczni im. Lenina.

A potem ruszył na Prusy. Czytamy w Żywocie świętego Wojciecha, napisanego przez Jana Kanapariusza: „Nadbiegli wściekli poganie, rzucili się na nich z wielką gwałtownością i skrępowali wszystkich. Święty Wojciech zaś, stojąc naprzeciw Gaudentego i drugiego brata związanego, rzekł: Bracia, nie smućcie się!”. Dlaczego poganie byli „wściekli”? Wojciech wraz z towarzyszami był w ich ziemi intruzem. I to nie tylko w znaczeniu nielegalnej imigracji bez ważnej wizy pruskiej w paszportach poddanych Bolesława Chrobrego. Zamiast samemu się wściekać spróbujmy wściekłość pogan zrozumieć, a odpowiedź przychodzi niespodziewanie ze strony późniejszego papieża Benedykta XVI. Joseph Ratzinger, pisząc „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”, nie uchyla się, prawem kontrastu, od krótkiego acz treściwego „wprowadzenia w pogaństwo”, co czyni na początku Części I „Bóg”, we „Wstępnych pytaniach na temat Boga”, w punkcie „Wyznanie wiary w Jednego Boga”. Ratzinger przedstawia pogaństwo jako coś „swojskiego”, bliskiemu ciału jak koszula, co w przypadku nas – Słowian – przekładałoby się na Swaroga, Peruna, Światowida…

Ale autor ujmuje temat jeszcze ogólniej, a zarazem dosadniej, odnosząc się ostatecznie do sił, które zdają się rządzić ludzkością, przynajmniej w warstwie instynktownej: „Gdy się przyjmie, że głód, miłość i władza są siłami władającymi ludzkością, to można – idąc dalej – twierdzić, że trzy główne postacie politeizmu są uwielbieniem chleba, uwielbieniem erosu i ubóstwieniem władzy. (...) Wyznanie wiary Izraela jest jednak (...) zapowiedzią walki z tym trojakim bożyszczem, a przez to zdarzeniem wielkiej wagi w historii wyzwolenia człowieka (...) wyrzeczeniem się tego, co istotne w politeizmie: własnych bóstw lub, mówiąc inaczej, ubóstwienia tego, co swojskie (...) Jest to akt odwagi: nie biorąc w ręce tego co boskie, powierzać się mocy rządzącej całym światem. Ta sytuacja wyjściowa, pochodząca z wiary Izraela, nie zmienia się zasadniczo we wczesnochrześcijańskim Credo”.

I tu nagły rzut oka we własną teraźniejszość: A czy mnie samemu nie zdarza się być wściekłym, choć ochrzczonym, poganinem? Bo Kościół mi zakazuje, a może jeszcze bardziej motywuje – do walki z konsumpcjonizmem, rozwiązłością i nadużywaniem władzy? Wiara mi nie pozwala, Bóg mi zabiera… Ten sam Benedykt XVI rozpoczynał swój ośmioletni pontyfikat 24 kwietnia 2005 roku, „wchodząc w ogromne buty” dopiero co zmarłego św. Jana Pawła II. Cytując po części Poprzednika, wypowiedział wówczas słowa, które nadają się równie dobrze dla nas, wściekających się, gdy Słowo Boże narusza naszą swojską strefę komfortu: „Czyż my wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia? Czyż nie boimy się przypadkiem zrezygnować z czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni życie tak pięknym? Czyż nie boimy się ryzyka niedostatku i pozbawienia wolności? Jeszcze raz papież pragnie powiedzieć: nie! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim”.

Może teraz, wobec powyższego, łatwiej nam zrozumieć, dlaczego poganie, wraz ze swym wodzem Sicco, tak bardzo się wściekli, że aż zabili, i dlaczego jerozolimski wybrany lud mimo dobrych chęci poganina Piłata wył zapamiętale: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj go!”. Ktoś naruszył ich strefę komfortu. I nie twierdzę przy tym, że każde takie naruszanie jest samo w sobie dobre – każdy potrzebuje tej strefy, tej stabilności i swojskości. Pytanie tylko, na ile zbawia komfortowa swojskość, a na ile dyskomfortowe wyzwolenie z niej? Być może udało się także przy tej okazji rozwiązać zagadkę pt.: „Skąd się biorą wściekłe owce?”. I dlaczego nieraz „przy takich owieczkach to i pasterz beknie”.


Darowizna dla Bractwa

Zapraszamy do wsparcia naszego Bractwa dowolną kwotą. Każda złotówka będzie przeznaczone na cele ewangelizacyjne i działania naszej formacji. Zapraszamy do ustawienia stałej subskrypji.

Sklepik Bractwa

Zapraszamy do kontatku:

Mirosław Pajdosz
koordynator sklepiku Bractwa

+48 501 031 882

 

tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2018 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group