Innym razem

Kiedy kilka lat temu debata publiczna w Polsce nt. zapłodnienia pozaustrojowego rozpaliła się do czerwoności pojawił się skądś kawał nt. „kaszubskiego argumentu przeciwko in vitro”. Mianowicie pewien Kaszub skarży się swojemu lekarzowi nt. niechęci własnej żony do pożycia. W końcu zdenerwowany pacjent konkluduje: „Jak mie białka mdze gôdała -witro, witro - to dzecy z tegò nie bãdze” („Jak mi kobieta będzie mówić – Jutro, jutro – to dzieci z tego nie będzie”). Owo „witro” często szkodzi nie tylko dzietności, ale także wierze i w ogóle wszelkiej dobrej ludzkiej działalności. Nie przypadkiem sam Duch Święty napomina w Słowie Bożym: „Dlatego postępujcie jak mówi Duch Święty: Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie” (Hbr 3,7-8; por. Ps 95) i dalej: „Zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co "dziś" się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu” (Hbr 3,13). Mowa jest o pewnym specyficznym czasie, bo okazuje się, że zarówno czasy, jak i miejsca w Bożym planie zbawienia mogą się naprawdę różnić: „W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2); „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4-5). Teologowie nazywają powyższe zjawisko za pomocą greckiego terminu „kairos”, który dla starożytnych był nie tylko prostym przemijaniem jak „chronos” (stąd chronologia, chronometry etc.), ale właśnie szczególnym momentem historii – zbawczą „pełnią czasu”.

Obiad da się jakoś odgrzać, ale gości już nie. Jedną z bardziej pesymistycznych rzeczy, jakie zdarzyło mi się w życiu przeczytać (i obejrzeć), był „Ostatni brzeg” autorstwa Nevila Shute. Idealne na zdołowanie się bez „happy endu” (albo na pocieszenie, że jeszcze nie jest aż tak źle). Nuklearna post-apokalipsa na ziemi, milkną kolejne radiostacje i narody, tylko załoga amerykańskiego okrętu podwodnego „Skorpion” przemieszcza się bez nadziei ocalenia w poszukiwaniu źródła tajemniczego sygnału radiowego. I oto co spotkało jednego z bohaterów – porucznika Sunderstroma: „Nad zatoką niedaleko mola stało kasyno oficerskie. Przy lądowaniu nie zwrócił na to uwagi, ale teraz coś go tam zainteresowało, więc zboczył pięćdziesiąt jardów i podszedł. Stanął naprzeciw dużej, głębokiej werandy. W głębi najwyraźniej odbywało się jakieś przyjęcie. Zobaczył pięciu oficerów w gabardynowych mundurach i dwie kobiety przy stole; lekko w podmuchach wiatru rozwiewały się letnie suknie. Na stole stała butelka whisky i woda sodowa, i wysokie staroświeckie szklanki. Złudzenie było tak silne, że szybko podszedł zupełnie blisko. I zatrzymał się jak wryty, ze zgrozą, gdyż to przyjęcie odbywało się przed rokiem z górą. Odskoczył i niemal pobiegł na molo, pragnąc już tylko wrócić do szczelnych ścian, ciepłego koleżeństwa i bezpiecznej osłony podwodnego okrętu”. Tych ludzi zabiło promieniowanie. Umarli na siedząco, odpowiedni klimat i wyginięcie bakterii być może pomogły w mumifikacji. Z daleka wyglądało nawet jako tako. Z bliska horror i makabra. Przyjęcie niby trwało, tylko gości nie dało się już „odgrzać”.

Pomimo niezliczonych doświadczeń cudzego i własnego przemijania, Słowo Boże zacytowane na początku jakoś nam ciągle blednie i odjeżdża. To chyba również przez współczesny nachalny marketing, podminowany psychologicznie: „Spiesz się, ta oferta wkrótce się kończy!” („Hurry! This offer will not last long!”) – lub bardziej pozytywnie: „Zadzwoń w ciągu 10 minut, a otrzymasz...” (tylko że oni tam po drugiej stronie infolinii wcale nie wiedzą, kiedy zobaczyłem tę reklamę i kiedy owo 10 minut powinno upłynąć). Naszym mechanizmem obronnym staje się więc naturalny opór, gdy ktoś próbuje skłonić, zmusić, wmanewrować nas w działanie pod presją czasu. Przecież tak właśnie operują najczęściej oszuści, manipulatorzy, psychopaci. Kiedy więc słyszymy np. pieśń religijną zapodawaną przez tradycyjnych rekolekcjonistów: „Nie zamykajmy serc, Zbawienia nadszedł czas. Gdy Chrystus puka w drzwi, Może ostatni raz” – to właśnie tym bardziej się zamykamy: „Eeee tam, znowu jakaś lipna oferta. Witro, witro” – lub z większym oporem: „Co to, jakiś szantaż emocjonalny? Przecież jeszcze nie umieram. A takiego (tu wstaw „gest Kozakiewicza”)!”. Najmocniejszym chyba cytatem z literatury chrześcijańskiej nt. zabójczych skutków odwlekania własnej przyjaźni z Bogiem są słowa św. Augustyna z Kazania 88: „Timeo enim Iesum transeuntem et manentem ed ideo tacere non possum” – „Lękam się Jezusa przechodzącego nieodwołalnie więc milczeć nie mogę”. Lęka się Ojciec Kościoła, że jeśli się nie odezwie, nie zaangażuje, Bóg przejdzie zlekceważony. A może dokładniej – że przeminie mój czas dany na spotkanie z Nim. Bo przecież Bóg jest zawsze – w przeciwieństwie do człowieka. Bywa bowiem, że ktoś zakrzyknie: „Znalazłem Boga!” – można by wówczas trzeźwo zapytać: „A co, zgubił się?”.

We środę VI Tygodnia Wielkanocnego czytaliśmy o jednej z wielu porażek naszego św. Pawła. To Ateńczycy na Areopagu pokazali mu „gest Kozakiewicza”. Niektórzy mniej, niektórzy bardziej kulturalnie. Warto wspomnieć, a tego akurat nie ma w lekcjonarzu, że tym razem to nie poganie, ale św. Paweł się wściekł: „Paweł burzył się wewnętrznie na widok miasta pełnego bożków” (Dz 17,16). Atmosfera do dialogu okazała się więc raczej zagęszczona, skoro Ewangelia o Zmartwychwstaniu i wewnętrzne wzburzenie Apostoła zderzyły się ze zwolennikami epikureizmu i stoicyzmu, nazywającymi Pawła „nowinkarzem” (Dz 17,18). Paweł starał się, jak mógł, mówił zresztą tak pięknie, że aż trafił do VI Prefacji na Niedziele Zwykłe z frazą o Bogu, w którym: „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Niestety publika nawykła do różnych tego typu wystąpień, po przepuszczeniu Pawłowej wiary w Zmartwychwstanie przez własne filmy i filtry zareagowała tak oto, że „jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: Posłuchamy cię o tym innym razem” (Dz 17,32). I nie ma się co w sumie na nich gniewać. Podążając konsekwentnie za filozofią neoplatońską, sami stracilibyśmy chęć na zmartwychwstanie ciała. Bo przecież w tej filozofii chodziło właśnie o wyzwolenie z ciała, więc po co kazać się w nie na powrót pakować, zwłaszcza samemu Bogu. Czysty i wolny duch – to jest to! Zresztą sam Paweł nie do końca uwolnił się był od takiego myślenia, wykształcony zarówno na Starym Testamencie, jak też i na filozofach pogańskich: „Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?” (Rz 7,24).

Trudno więc stwierdzić, czy poszło o zawinioną zatwardziałość serc ateńczyków, a może raczej o znany nam samym naturalny opór przed nowinkami i „czasem stosownym krótkotrwałej oferty”. Pomimo zdawkowego charakteru wyrażenia „Posłuchamy cię innym razem” pozostaje pytanie innego rodzaju: Czy ten „inny raz” rzeczywiście kiedykolwiek nadszedł? Niektórzy przecież uwierzyli, a ich imiona – Dionizy Areopagita i Damaris – jakby w nagrodę zapisano i powtarzają je przez wieki wszyscy czytający ową lekcję. Jak odróżnić ziarno od plew pośród ofert, z których każda zachwala się jako niesamowita i jedyna, typu: „Jeśli nie zrobiłeś tego i tego to przegrałeś życie”? Słowo Boże z pewnością nie będzie nas szantażować. Tyle razy Jezus mówił: „Jeżeli chcesz ...”, a św. Piotr, jakby świadomy całego tego informacyjnego szumu, wyraził właściwy wybór słowami: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68) Tylko, czy wystarczy „innych razów”, jeśli swój czas zużyję na pójście za każdym, oprócz Jezusa?

 


Darowizna dla Bractwa

Zapraszamy do wsparcia naszego Bractwa dowolną kwotą. Każda złotówka będzie przeznaczone na cele ewangelizacyjne i działania naszej formacji. Zapraszamy do ustawienia stałej subskrypji.

Sklepik Bractwa

Zapraszamy do kontatku:

Mirosław Pajdosz
koordynator sklepiku Bractwa

+48 501 031 882

 

tożsamość.net

Portal o mężczyznach i dla mężczyzn. Jego misją jest pomóc mężczyznom w ich rozwoju - by poczuli się odpowiedzialni za swoje rodziny i stali się ich prawdziwymi głowami.

Posłuchaj nasz Podcast

Polecamy

Bractwo św. Pawła

Jesteśmy męską formacją działającą na terenie archidiecezji gdańskiej. Naszym głównym zadaniem jest odczytywanie na nowo powołania mężczyzny do przewodzenia i przekazywania wiary w swoich rodzinach i w swoim otoczeniu oraz aktywizacja mężczyzn we wspólnocie Kościoła.

© 2019 Bractwo św. Pawła. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja Mega Group