Nierealne miłosierdzie

21 grudnia 2017

Pamiętam sytuację sprzed kilkunastu miesięcy, która miała miejsce na jednej z trójmiejskich uczelni wyższych. Podczas zajęć z pedagogiki pan profesor bardzo dużo mówił o niesieniu pomocy tzw. uchodźcom (szerzej problem rozwinę w dalszej części tekstu). Poruszając temat kierował się wielką empatią, miłością do drugiego człowieka, troską. Wydawało się to wszystko niezwykle autentyczne. W mgnieniu oka jednak, prowadzący zajęcia zaczynał bardzo źle mówić o osobach o odmiennych poglądach politycznych. Wyzywał, obrażał, a jednemu człowiekowi życzył śmierci, tj. „najlepiej, żeby zdechł”.

 Wszyscy doskonale znamy i potrafimy nazwać takie postawy: hipokryzja, obłuda, fałsz czy podwójna moralność. Czasami jest to wynik naszej zwykłej słabości – nie potrafię kochać doskonale i nikt poza Bogiem tego nie potrafi. W innym przypadku może być to efekt zaślepienia i pozwalania sobie na miłość wybiórczą. Mam tutaj na myśli taką postawę: miłość do drugiego wybranego człowieka usprawiedliwia nienawiść do innego. Tak jak „nie – katolik” może sobie na to ostatecznie pozwolić, tak osoba uważająca się za wierzącą powinna kochać wszystkich, szczególnie nieprzyjaciół.

Jezus powiedział przecież wyraźnie: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” Tutaj pojawia się pytanie. Czy wszystkich mam kochać tak samo mocno? Czy jednych mam prawo kochać bardziej, a innych mniej?

Zauważyłem też pewne zjawisko, które nazwałem „miłosierdziem nierealnym”, albo „miłosierdziem wirtualnym”. Nie spotkałem się z tym wcześniej, wyszukiwarka nie pomaga – więc sobie przypisuje autorstwo tego zwrotu. Postawa ta polega na tym, że łatwo mi kochać osobę, która jest kilka tysięcy kilometrów ode mnie np. uchodźcę, a nie jestem w stanie dobrze powiedzieć o człowieku, który jest blisko mnie. Nie ważne czy jest to polityk czy sąsiad. Na tym właśnie polega nierealność tego pseudo miłosierdzia – kocham tych którzy są daleko, nienawidząc tych, którzy są blisko. Ze smutkiem stwierdzam, że to jest coraz bardziej powszechna postawa. Miłosierdzie przecież weryfikuje się w realnych czynach tj. w miłości do bliźniego, którego znam. W myśleniu o nim, postawie wobec niego, w słowach, które wypowiadam na jego temat. Uważam, że w momencie kiedy nie potrafię kochać kogoś, kto jest blisko mnie, np. sąsiad, szwagier czy polityk i ten brak kochania wynika np. z różnic światopoglądowych to nie będę w stanie pokochać i zaakceptować osoby z drugiego końca świata. Jego poglądy są o wiele bardziej odmienne od moich niż polityków nawet z najbardziej odległego myślowego bieguna.

Czy jednak to oznacza, że nie kochając sąsiada nie muszę też kochać uchodźcy? Czy kochając uchodźcę nie mogę kochać sąsiada? Pozornie łatwo się tutaj pogubić, jednak rzeczywiście chodzi o postawę prostoty serca, które kocha i wybacza wszystkim ludziom. O postawę, która w momencie chęci niesienia pomocy ludziom, którzy mieszkają kilka tysięcy kilometrów stąd, najpierw zastanawia się nad tym czy może ktoś z mojego „podwórka” potrzebuje tej pomocy. Żeby odpowiedzieć na pytania, która padły w poprzednich akapitach chciałbym w tym momencie powołać się na własne przemyślenia, św. Pawła i św. Tomasza z Akwinu, który mówi o pewnym porządku miłości.

Mój „porządek miłości” polega na pewnych kwestiach dla mnie oczywistych i priorytetowych: dom, rodzina, sąsiedztwo, miasto, ojczyzna. Kiedy będę miał wybór komu najpierw pomóc: swojej żonie i dzieciom czy obcym, zawsze wybiorę swoich. Kiedy dostałbym 10 najlepszych na świecie czekoladek, w tym wiedział, że jedna z nich może być zatruta nigdy bym ich nie poczęstował swojej rodziny. Kiedy widzę, że interes międzynarodowy nie sprzyja mojej ojczyźnie, zawsze będę się przeciwstawiał temu, że drugi kraj na tym korzysta. To wcale nie oznacza, że innych nie kocham wcale. Po prostu kocham inaczej. Rozsądek nam o tym przypomina, nie egoizm. Proszę sobie przypomnieć przypowieść o pannach „mądrych” i „głupich”. Uważam, że jest to również Jezusowa logika miłości. Chrystus powtarzał, że przyszedł najpierw do Izraela. To ogrom Jego miłości, do człowieka w ogóle, pozwolił mu rozlać tę miłość również na resztę ludzkości.

Święty Paweł napisał: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5,8). Apostoł narodów wyraźnie tutaj podkreśla rangę miłości wobec „swoich”.

Tomasz z Akwinu, doktor kościoła również wskazuje na pewien porządek miłości: najpierw Bóg, potem drugi człowiek – ten, który jest mi bliższy. To jest naturalna i mądra hierarchia miłości.

Podsumowując: miłość i szacunek należy się wszystkim, do tego też jako katolik jestem wezwany. Powszechność tego zadania wyraża się w tym, że wszystkim życzę i dla każdego chcę zbawienia i spotkania z Bogiem. Uważam jednak, że najpierw powinienem kochać tych, którzy są blisko mnie – w realnym spotkaniu i realnej pomocy następuję weryfikacja mojej postawy i motywacji. Świat zacznie się zmieniać, jeżeli zacznę od siebie. Na świecie będzie więcej miłości jeżeli wybaczę i pomyślę dobrze o tych, z którymi mi nie jest po drodze w życiu, myśleniu etc.

Na koniec jeszcze krótka reguła życiowa, która wpisuje się w powyższy temat: najpierw muszę pomóc samemu sobie (o siebie zadbać) żeby pomóc drugiemu człowiekowi.

Skąd w ogóle ten temat? Sam byłem atakowany przez innych katolików twierdzących, że przyjmowanie uchodźców z krajów arabskich jest jedynym rozwiązaniem i dowodem na miłość bliźniego. Jednocześnie zarzucających hipokryzję, nienawiść, oskarżających o mordowanie niewinnych (!!) i po prostu niemiłujących. Brak logiki wydaje się tutaj na tyle wyraźny, że nie potrzebuje dalszego wyjaśnienia. Podkreślenia wymaga to, że los tych, którzy są daleko jest ważny i trzeba im pomagać.

Dla jasności, tekst jest apolityczny i jest krótkim rozważaniem dotyczącym miłości bliźniego. Bardziej skłania do refleksji niż odpowiada na pytania. Lubię „wkładać kij w mrowisko.”

autor: Karol Czuba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *